Dziecko stało przy oknie. Płakało. Histerycznie łapało powietrze, już świadome zagrożenia wynikającego z tej sytuacji.
Do jego gardła przyciśnięty był ostry jak brzytwa nóż.
Chłopczyk się bał. Był przerażony, bo nikt nie był w stanie mu pomóc. Od jego zdrowia, a nawet życia zależy tylko on i wola jego oprawcy.
– Gdzie mama trzyma pieniądze?! – wysyczał mu zbir do ucha.
Ale on nie wiedział. Nie odpowiadał, tylko czekał.
– Dalej – warknął do niego ponownie.
Krew zaczęła rytmicznie skapywać na podłogę. Ostrze coraz bardziej zagłębiało się w jego skórze. Ostatnie jęki bólu, sztylet rzucony na ziemię. Ostatni dech.
Tak oto leżał teraz biedny chłopczyk, dwa metry pod ziemią. Samotny, zdruzgotany i żądny zemsty.
Za życie swoje i mamusi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz